Aktualności

Komentarz do III Niedzieli Zwykłej

Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże…Mój najważniejszy czas już się wypełnił. Jezus przyszedł dla mnie. Dla mnie cierpiał, umierał na krzyżu i zmartwychwstał. Ze swej strony uczynił wszystko, co mógł. Teraz czas na mój krok, to jest moja godzina spotkania z Bogiem. Stajemy się dziś świadkami powołania Apostołów: Pójdź za Mną – te słowa przeniknęły serca prostych rybaków, czyniąc z nich rybaków ludzi. Takie jest Słowo Boże – przemienia człowieka i czyni wszystko nowe. Jonasz posłany do mieszkańców Niniwy ze słowem Boga, nawrócił ich serca. Teraz to samo słowo kieruje do nas. Ustami św. Pawła, Bóg nas przestrzega: Mówię wam, bracia, czas jest krótki. Mówię wam, bracia, czas jest krótki. Posłuchajmy, zatem słów Pana. Uczyńmy miejsce dla Niego. W naszym sercu zbudujmy dom, do którego On będzie przybywał 
i rozmawiał z nami. (Por. Św. Augustyn). Nie ociągajmy się, zostawmy to, co złudne i zbyteczne, co nas oddziela od prawdziwej miłości. (Por. Św. Bazyli Wielki). Nawrócenie nie jest rzeczą prostą, ale konieczną, aby życie wygrać. Święty Hieronim dodaje nam otuchy na drodze nawrócenia mówiąc: Kto pragnie orzecha, rozbija skorupę, tak samo kto pragnie łaski czystego serca, przełknie gorycz pokuty. Posłuchaj głosy Pana, nadszedł Twój czas…

Kazania bez gadania, ks. Eugeniusz Burzyk


Stanisław Radwan wyznaje, że kiedyś ktoś mu powiedział: 
– Pan musi kochać teatr!
– Tak, ale się nie zaciągam [1] – odpowiedział reżyser, podkreślając, jak ważny jest dystans do tego, co się robi.

Zadziwia pewność, z jaką pierwsi uczniowie zostawiają swoje rodziny i rezygnują z dobrej pracy. Bez zastanowienia idą za Jezusem. Podejmują duże ryzyko dla kogoś, kogo nawet dobrze nie znają.

Wszystko –
słowo bezczelne i nadęte pychą. 
Powinno być pisane w cudzysłowie.
Udaje, że niczego nie pomija,
że skupia, obejmuje, zawiera i ma. 
A tymczasem jest tylko
strzępkiem zawieruchy [2].

Informacje Duszpasterskie 14.01.2024

  1. Dziś w Kościele przeżywamy Dzień Islamu.
  2. W tym tygodniu wspominamy: poniedziałek – św. Wincentego diakona, środa św. Franciszka Salezego – biskupa i doktora Kościoła, czwartek – nawrócenie św. Pawła Apostoła, piątek – biskupów Tymoteusza i Tytusa, sobota – Dzień Pamięci o Ofiarach Hololokaustu, niedziela – Światowy Dzień chorych na Trąd. Wszystkim solenizantom życzymy błogosławieństwa Bożego opieki św. patronów i opieki Matki Bożej.
  3. W środę Nowenna do Matki Bożej o godz. 1700
  4. Msze św. w tym tygodniu rano o godz. 700 (wtorek, czwartek i sobota) po południu o godz. 1730 (poniedziałek, środa i piątek).
  5. Dziś składka inwestycyjna do kopert lub na konto parafialne: 11859100070100000634410001 Bardzo proszę o dar serca i zarazem dziękuję.
  6. Dziękuję wszystkim rodzinom które przyjęły kolędników misyjnych. Dzieci i młodzież zebrały kwotę 4723 zł. Bóg zapłać
  7. Wizyta duszpasterska zwana „kolędą”: poniedziałek – (15 stycznia) od godz. 1500 „Podszumin” od p. Woda do p. Derela, czwartek – 18 stycznia „Wisowatki” od godz. 1400 od p. Pięta do Kania,  sobota – (20 stycznia)„Wisowatki” od godz. 900 od p. Kordek do p. Świątek. Poniedziałek „Błonie” (22 stycznia) godz. 140O od p. Czachor Czesława do p. Jachta Monika. 
  8. Nabożeństwo czterdziestogodzinne będzie w naszej parafii w Tłusty czwartek 8 lutego od rana do mszy św. wieczornej.
  9. Dziękuję za sprzątanie kościoła Policht Urszula, Baran Anna, Marek Barbara, Łoboda Stanisław i ofiarę 200 zł. Do sprzątania kościoła bardzo proszę następujące rodziny Niedzieliska strona lewa od p. Curyło do p. Flasz. 

Powołanie, ks. Edward Staniek


Dla człowieka wierzącego nie ma w życiu przypadków. Samo jego pojawienie się na ziemi jest ściśle zaplanowane przez Pana Boga. Określone jest miejsce jego przebywania, określony jest co do sekundy czas, określone jest także środowisko, w którym się człowiek pojawia. Okoliczności te sprawiają, że ma on ściśle określone zadanie do wykonania. Owo zadanie, dane nam przez Pana Boga, traktowane jest jako nasze powołanie.Powołanie może być osobiste. Jest to najczęściej powołanie do założenia rodziny, do ojcostwa, do macierzyństwa. Może to być także powołanie społeczne (lekarz, nauczyciel, artysta, żołnierz, kapłan). Powołanie jest wezwaniem Boga, jest zadaniem, które On zlecił człowiekowi. Przyjęcie powołania jest równoznaczne z zaangażowaniem weń swojego serca. Nie wystarczy bowiem tylko zaangażowanie rąk, pieniędzy, czasu i zdolności. Musi zaistnieć także zaangażowanie serca, gdyż wtedy realizacja powołania staje się aktem miłości. Życie z takim zaangażowaniem staje się o wiele łatwiejsze. Jest źródłem pokoju i radości, ponieważ każda jego godzina posiada widoczny sens. W takim życiu łatwo jest dochować wierności. Zadanie bowiem jest ważniejsze od doczesności. Życie staje się drogą, na której można maksymalnie wykorzystać wszystkie swoje talenty.Ponieważ jednak powołanie w pewnym sensie ogranicza wolność, obserwujemy ucieczkę od powołania i spotykamy przypadki jego zdrady. Ludzie próbują swe życie sprowadzić do zawodu. Nawet mówi się o zawodzie matki i ojca.Nie lubimy tych, którzy podchodzą do życia zawodowo. A jednak presja dzisiejszego świata idzie po tej linii. Wolimy, aby leczył nas lekarz z powołania, aby nad dzieckiem pochyliła się nauczycielka i wychowawczyni z powołania. Jednak powołanie zobowiązuje. Dzisiejszy człowiek ubóstwił wolność i dlatego bardziej woli zawód niż powołanie.Ponieważ dzisiejsze czytania Pisma Świętego mówią nam o powołaniu, chciałbym przez chwilę zatrzymać się nad pewną klasyfikacją powołań.Są powołania udane prawie od narodzin do śmierci. Jan, o którym mówi dzisiejszy tekst, jest człowiekiem, który wypełnił swe powołanie bez zarzutu. Modlimy się do św. Jana Pawła II. Jeżeli znamy historię jego życia, możemy powiedzieć, że on też realizował swoje powołanie w sposób udany. Taki człowiek idzie przez życie i dziękuje Panu Bogu za każdy dzień. Ale takich ludzi, powiedzmy to sobie szczerze, jest niewielu. Może dziesięć procent, nie więcej. Przeważający odsetek stanowią ludzie, którzy uszkodzili swe powołanie.Takim człowiekiem w Ewangelii jest św. Piotr, który trzykrotnie zdradził Mistrza. Popełnił poważny błąd. Na szczęście był to taki błąd, który mógł jeszcze naprawić. Jednak pamiętał ten swój błąd do końca życia. Było to uszkodzone powołanie, naprawione dzięki łasce Bożej.Nie każdy jednak błąd można naprawić. Matka, która wychowuje czwórkę dzieci, piąte zabiła. Nie wypełniła swego macierzyńskiego powołania. Tego błędu już nie naprawi. Ojciec, który ostatnio ze mną rozmawiał, przez siedem lat topił się w alkoholu. Ileż łez wycisnął z oczu żony i swych dzieci! Dziś przy pomocy łaski powrócił, ale jest świadomy tego, że jego ojcowskie powołanie przez siedem lat nie było realizowane. I tego też nie można już naprawić, gdyż nie da się osuszyć łez i zabliźnić ran, które się zadało w procesie wychowania swoim najbliższym.Są powołania odrzucone. Młody człowiek złożył swe dokumenty do seminarium. Czekał. Miał jeszcze dwa miesiące. Spotkał dziewczynę i zrezygnował z kapłaństwa. Po kilkunastu latach żona odeszła i zabrała dzieci. On od trzech lat żyje sam. Jest świadomy tego, że wybrał swoją drogę, a nie drogę, na której Bóg przygotował dla niego błogosławieństwo. Nikt nie jest szczęśliwy – ani on, ani żona, ani dzieci. Odrzucone powołanie.Powołanie zdradzone. Przykładem takiego powołania w Ewangelii jest Judasz. W życiu często mamy do czynienia ze zdradą współmałżonka, ze zdradą dzieci, z porzuceniem. Oto powołania zdradzone.Dość często obserwujemy powołania łączone. Samuel, o którym mówi dzisiejsze czytanie, miał dwa powołania. Założył rodzinę i był ojcem. Wychowywał synów i był wielkim prorokiem. Z proroctwa wywiązał się doskonale, ale jako ojciec nie zdał egzaminu. Nie wychował dobrze swych synów. W życiu takie łączone powołania odkrywamy wtedy, gdy na przykład zakłada swoją rodzinę lekarz, nauczyciel czy artysta. Jakże trudno jest zharmonizować te dwa pochodzące od Boga powołania, tak aby jedno i drugie zrealizować w stopniu doskonałym! Bardzo trudno! I życie dowodzi, że często realizacja jednego powołania jest połączona z ofiarą z drugiego.Są także powołania nieodkryte. Jeżeli ludzie mają bardzo słabą wiarę, nie odkrywają swego powołania. Oni kręcą się w kółko. Ich życie jest wegetacją. Nie wiedzą, po co żyją na tej ziemi, dlaczego się budzą. Jeżeli są zdrowi, to pytanie: Po co wstaję rano? nie jest takie trudne. Ale jeżeli na przykład cierpią, nie znajdują odpowiedzi.Są ludzie, którzy poszukują swego powołania. Nie tylko młodzi. Dziś coraz częściej swego powołania poszukują emeryci. Wykonali już swoje zadania w rodzinie i w pracy zawodowej i teraz towarzyszy im pytanie: Co ja mam jeszcze do zrobienia na tej ziemi?Dziękujemy dziś Panu Bogu za to, że nas stworzył, ponieważ nas potrzebuje. Dziękujemy Mu za zadanie, które nam wyznaczył. Dziękujemy, jeżeli odkryliśmy swoje powołanie i jeżeli zrealizowaliśmy je do dnia dzisiejszego w sposób pełny. Przepraszamy, jeśli w nim jest coś uszkodzone.Trzeba Bogu wynagrodzić, jeżeli nie podjęliśmy swego powołania albo jeżeli powołanie zdradziliśmy. To teraz staje się naszym powołaniem.Prosimy Pana Boga, ażeby ci, którzy mają dwa powołania, potrafili realizować dobrze jedno i drugie. Trudne to zadanie. Prosimy Pana Boga, aby ci, którzy jeszcze nie odkryli swego powołania i którzy go nie szukają, postawili sobie pytanie: Po co żyję na tej ziemi?I szczególnie prosimy Pana Boga o to, żeby ludzie młodzi, poszukujący odpowiedzi na pytanie, jaki jest sens i zadanie ich życia, znaleźli odpowiedź i żeby życie potraktowali nie zawodowo, ale właśnie powołaniowo – jako współpracę z Bogiem w dziele zbawienia świata.

Wisowatki cz. 1

Przysiółek Wisowatki leży w powiecie brzeskim w gminie Borzęcin. Dr Karol Matyas (ur. 1866, zm. 1925) – etnograf i folklorysta, w artykule który ukazał się drukiem w publikacji „Lud. Organ Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie”,(1895 r), podaje następującą wzmiankę o przysiółku Wisowatki: „Przysiólek Wisowatki, leży na północny zachód od Borzęcina i mieści 26 domów. Nazwa ta stąd powstała, ze przed 90 laty mieszkańcy zaczęli sobie tam budować domy na pustym placu, nieużytku nad łąką, na której jeszcze dziś bardzo ostre siano, wis zwane, rośnie”.  Na tym miejscu gdzie obecnie stoi kaplica w Wisowatkach na początku jak wiadomo z opowiadań nieżyjących już mieszkańców wioski, stał krzyż obok stawu, który wtedy się tu znajdował a wokół było pastwisko. Miejsce to miało być świadkiem tragicznej śmierci pewnego żołnierza imieniem Stanisław. Później za probostwa ks. Ludwika Kozaka (proboszcz w Borzęcinie  w latach 1903 – 1923), który zachęcił tutejszych mieszkańców, powstała mała kapliczka z ołtarzem i figurą św. Stanisława. Przy tej kapliczce odbywały się nabożeństwa majowe i różańcowe. Po I wojnie światowej tutejsi mieszkańcy powzięli zamiar wybudowania dużej kaplicy, za zgodą i staraniem ks. Franciszka Łąckiego proboszcza parafii Borzęcin w latach 1924-1957. Mieszkańcy zawiązali komitet budowy kaplicy pod przewodnictwem Jana Oleksego. Za zgodą ówczesnych władz powiatu Brzeskiego były zbierane ofiary na terenie powiatu, m.in. dużą sumę złożył właściciel browaru w Okocimiu. Murowana kaplica św. Stanisława bpa i męczennika na Wisowatkach została wybudowana w 1927 r. Według tradycji miał tędy przechodzić św. Stanisław(stąd zapewne patron tej kaplicy). Fundatorami kaplicy byli min. Jan i Katarzyna Oleksowie, Ks. Marcin Konicki (wikariusz w Borzęcinie), kleryk – salezjanin Jan Oleksy(pochodzący z Borzęcina), Ks. Stanisław Schulz(rodak z Wisowatek) oraz miejscowa ludność. Wewnątrz jednonawowego budynku z lekką stylizacją historyzującą, pokrytego dachówką znajdował się drewniany, neogotycki ołtarz z figurą św. Stanisława, patrona kaplicy, wykonany przez Pana Stanisława Giemzę z Tarnowa. Figura została ufundowana przez mieszkańców Wisowatek, a wykonana przez Pana Rogoża z Jadownik. Obok figury postać Piotrawina, wg legendy cudownie wskrzeszonego przez św. Stanisława. Ołtarz do którego przeniesiono figurę św. Stanisława z małej kapliczki ufundowała pobożna tutejsza mieszkanka Maria Kobyłecka. Tabernakulum było drewniane. Nad wejściem znajdował się niewielki drewniany chór, a po lewej stronie patrząc na ołtarz, mieściła się dobudowana zakrystia. Od frontu wejście poprzedzone było portykiem wspartym na dwóch kolumnach. Fronton zakończony sygnaturką mieścił mały dzwonek. Kaplica była otynkowana. Dach dwuspadowy. Plac na którym znajdowała się kaplica był ogrodzony z przodu drewnianym parkanem, w pozostałej części metalową siatką. Od frontu po prawej stronie dobudowano wolno strojącą dzwonnice, wykonaną z drzewa a w niej umieszczono małą sygnaturkę. Na wyposażeniu były feretrony: Dzieciątka Jezus, św. Józefa i Matki Bożej. Na ścianach 14 stacji Drogi Krzyżowej(oleodruk w dębowych oprawach). Stację drogi Krzyżowej  z odpustami poświęcił i nadał ks. Stoch, rodak z Borzęcina z Zakonu Franciszkanów – Reformatów. W kaplicy były obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej, św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Andrzeja Boboli

Chcę być świadkiem, ks. Edward Staniek


Piotr odkrył w domu poganina Korneliusza, że Bóg nie ma względu na osoby. Było to dla Żyda zaskakujące. On bowiem wiedział, że między wybranymi przez Boga Izraelitami a innymi ludźmi jest granica nie do przebycia. Na podstawie decyzji Boga Izraelici byli dopuszczeni do świętości, a poganie nie. Piotr był świadkiem zstąpienia Ducha Świętego na Korneliusza i jego dom, musiał więc zmienić zdanie. Granica została przekroczona przez samego Boga.Bóg rozlewa świętość na każdego człowieka, o ile tylko boi się on Boga i postępuje sprawiedliwie. Dwa warunki są czytelne. Bojaźń Boga jest mądrością, jest postawą, w której człowiek liczy się z Bogiem. Bóg jest dla niego najwyższym autorytetem, dlatego żyje sprawiedliwie, czyli według prawa Bożego. Takim ludziom można udzielić chrztu. Oni bowiem mogą zostać włączeni w grono dzieci Boga. Według Piotra takie prawo mieli jedynie Żydzi. Teraz przekonał się on, że takie prawo mają ludzie liczący się z Bogiem i żyjący sprawiedliwie, czyli szanujący swe sumienie.Przeżywamy pamiątkę chrztu Jezusa. W nim jest objawiona tajemnica tego sakramentalnego obrzędu. Jezus po wyjściu z wody usłyszał słowa Ojca: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. W ten sposób została odsłonięta wielka tajemnica, jaka dokonuje się podczas naszego chrztu. Gdy woda spływa po ciele, a ktoś wypowiada słowa: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, Bóg w niebie oświadcza wobec całego stworzenia: „Tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie”.To wydarzenie wielkiej wagi, a zarazem początek uczestniczenia w życiu samego Boga i w środowisku Jego umiłowanych dzieci. Na ziemi jest to wezwanie do dawania świadectwa. Nie należymy do zwykłych ludzi. Po chrzcie należymy do dzieci Boga i w każdej godzinie winniśmy o tym świadczyć. Jesteśmy Bogu potrzebni do składania takiego świadectwa.Dziś niewielu ludzi tak spogląda na zadania wynikające z chrztu. Niewielu chce świadczyć o swej godności, świadczyć szacunkiem dla Boga i zachowaniem Jego prawa. Między nami i nieochrzczonymi jest wielka jakościowa różnica. W naszych rękach jednak jest możliwość ukazania tej różnicy życiem pełnym miłości, mądrości i ufności wobec Boga, naszego Ojca.