Nabożeństwo Czterdziestogodzinne

Współcześnie czterdziestogodzinne nabożeństwo jest stopniowo zapominane. Najczęściej służy jedynie jako „wstęp” do Wielkiego Postu. Ma jednak bardzo bogatą i długą tradycję. Już w 1539 r. papież Paweł III pisał, że powstało, aby „ułagodzić gniew Boga, spowodowany występkami chrześcijan, oraz aby udaremnić wysiłki i machinacje Turków, dążących do zniszczenia chrześcijaństwa”.

       Czterdziestogodzinne nabożeństwo bywa nazywane Quarant’ Ore (lub Quarantore), od quarant – „czterdzieści” oraz hora – „godzina”. Najkrócej mówiąc, polega na nieustannej, trwającej czterdzieści godzin modlitwie przed uroczyście wystawionym Najświętszym Sakramentem. Jest to więc nabożeństwo eucharystyczne i powinno się zarówno zaczynać, jak i kończyć mszą św. Istnieją nawet specjalne, uroczyste msze, połączone z procesją z Najświętszym Sakramentem, przewidziane na początek i koniec czterdziestogodzinnego nabożeństwa.

       Adoracja trwa 40 godzin przede wszystkim dla upamiętnienia czasu, jaki według tradycji ciało Zbawiciela było złożone w grobie. Ale liczba 40 jest często wymieniana w Biblii i zawsze oznacza święty czas: przed rozpoczęciem nauczania Jezus przebywał na pustyni przez 40 dni, tyle samo czasu padał deszcz w trakcie potopu, Żydzi błąkali się na pustyni przez 40 lat. Współcześnie jednak oficjalne dokumenty liturgiczne mówią nie tyle o „czterdziestogodzinnym nabożeństwie”, co o dłuższej adoracji, bez określania czasu jej trwania. Termin zachował się w praktyce duszpasterskiej i najczęściej – zwłaszcza w Polsce – określa się nim trzydniową adorację, odbywającą się albo w trzy kolejne niedziele przed Wielkim Postem, albo w niedzielę (od ostatniej mszy porannej), poniedziałek i wtorek przed Środą Popielcową. Nie jest jednak związane wyłącznie z tym okresem liturgicznym. Zachęca się również, by urządzać je w adwencie, czy przed istotnymi momentami dla danego kościoła lokalnego. W niektórych miastach, np. Rzymie, Mediolanie czy Paryżu, było dawniej sprawowane bez ustanku w kolejnych kościołach: gdy tylko kończyło się w jednym miejscu, rozpoczynane było w następnym. Starano się też, by adoracja trwała dzień i noc, nieprzerwanie czterdzieści godzin pod rząd. Nie ma pewności co do tego, kiedy powstało czterdziestogodzinne nabożeństwo, ani kto je zapoczątkował. Najprawdopodobniej, jego korzenie można odnaleźć już w średniowiecznym (XIII-XIV) zwyczaju przenoszenia Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego właśnie na czterdzieści godzin. Wiadomo też, że w 1527 r. w Mediolanie, bractwo związane z kościołem Świętego Grobu zorganizowało trwające tyle samo czasu uroczyste wystawienie Najświętszego Sakramentu. W 1537 r., również w Mediolanie, z inicjatywy Józefa Piantanida da Fermo, kapucyna, rozpoczęto nieprzerwaną adorację Najświętszego Sakramentu, odbywającą się po kolei w różnych kościołach. Dwa lata później, papież Paweł III wyrażając oficjalną zgodę na to nabożeństwo, komentował je następująco: „(…) by ułagodzić gniew Boga, spowodowany występkami chrześcijan, oraz aby udaremnić wysiłki i machinacje Turków, dążących do zniszczenia chrześcijaństwa, ustanowiono cykl modlitw i próśb, które mają być zanoszone dniem i nocą przez wszystkich wiernych Chrystusa przed Najświętszym Ciałem naszego Pana, we wszystkich kościołach wspomnianego miasta [Mediolanu – przyp.red.], w taki sposób, że modlitwy te oraz prośby odmawiane są przez samych wiernych, zmieniających się co czterdzieści godzin (…)”. Wiadomo też, że podobne nabożeństwa organizował w Rzymie św. Filip Nereusz, zaś św. Ignacy Loyola bardzo zachęcał do urządzania w czasie karnawału trwających dwa dni lub czterdzieści godzin wystawień Najświętszego Sakramentu, jako przebłaganie za grzechy popełnione w tym okresie. Wśród osób, które przyczyniły się nie tyle do powstania, co do upowszechnienia czterdziestogodzinnych adoracji, wymienia się również m.in. o. Tomasza Nieto, dominikanina, czy św. Antoniego Maria Zaccarię, barnabitę. W każdym razie, w XVI w. uroczyste wystawienia Najświętszego Sakramentu, trwające najczęściej czterdzieści godzin, organizowane były przeważnie w sytuacjach publicznych katastrof czy niebezpieczeństwa.

Naturalnie, już w XVI w. powstawały instrukcje odnośnie tego, jak czterdziestogodzinne nabożeństwo powinno być odprawiane. Jedną z nich przygotował bł. Jan Juwenalis Ancina ze zgromadzenia braci filipinów, biskup Saluzzo. Również św. Karol Boromeusz pozostawił bardzo szczegółowe wskazówki co do sposobu sprawowania czterdziestogodzinnego nabożeństwa oraz innej, podobnej praktyki – „Oratio sine intermissione” (nieprzerwana modlitwa). Ważniejsza jednak była konstytucja „Graves et diuturnae” papieża Klemensa VIII, wydana w 1592 r. Zaprowadzała ona w Rzymie nieprzerwany cykl uroczystych wystawień Najświętszego Sakramentu, odbywający się po kolei w różnych kościołach, w każdym po czterdzieści godzin, „(…) tak, by w każdej godzinie dnia i nocy, przez cały rok, modlitwa wznosiła się bez ustanku przed oblicze Pana”. Znamienne, że również Klemens VIII miał na uwadze przede wszystkim pokój chrześcijaństwa: „Módlcie się o zgodę wśród chrześcijańskich książąt, módlcie się za Francję [Francja była wówczas szczególnie zagrożona – przyp. red.], módlcie się, by wrogowie naszej wiary, straszliwi Turcy, którzy w swej pełnej pychy zaciekłości grożą zniewoleniem i zniszczeniem całego chrześcijańskiego świata, mogli być powaleni prawicą Wszechmogącego Boga”.

W 1731 r. papież Klemens XII wydał chyba najistotniejszą instrukcję regulującą sposób odprawiania czterdziestogodzinnego nabożeństwa, znaną później jako “Instructio Clementina”. Jest to w ogóle jeden z najdokładniejszych i najbardziej szczegółowych dokumentów dotyczących nabożeństw. Na przykład, według tej instrukcji, w trakcie czterdziestogodzinnego nabożeństwa Najświętszy Sakrament zawsze ma być wystawiony na głównym ołtarzu i ma się przed nim palić co najmniej dwadzieścia świec. Wszelkie rzeźby, obrazy i relikwie, znajdujące się w otoczeniu ołtarza, mają być usunięte lub zakryte. Na noc drzwi kościoła mają być zamykane, zaś kobiety muszą wyjść. Przy ołtarzu, na którym jest wystawiony Najświętszy Sakrament, nie może być w tym czasie odprawiana żadna msza, w trakcie zaś tych, które są sprawowane przy bocznych ołtarzach, nie można używać dzwonków. W świątyni musi panować skupienie i cisza. Na początek i zakończenie wystawienia sprawować należy – za wyjątkiem największych uroczystości – Mszę o Najświętszym Sakramencie, zaś drugiego dnia adoracji – Mszę Pro Pace. W trakcie procesji odbywających się po początkowej i końcowej mszy mają być śpiewane litanie do świętych. Pomimo, że Instrukcja już nie obowiązuje, to na niej właśnie są oparte również współczesne obrzędy wystawień Najświętszego Sakramentu. W Instrukcji opisane są m.in.: okadzanie hostii na określone słowa pieśni „Tantum Ergo” („Przed tak wielkim sakramentem”), użycie ozdobnej kapy przez kapłana niosącego monstrancję, czy błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Z czasem Quarant’ore zaczęło być sprawowane w nieporównanie mniej uroczystej oprawie. Ze względów praktycznych zrezygnowano też z wymogu, by odbywało się nieustannie dniem i nocą. Zezwolił na to m.in. papież Benedykt XIV, który w wydanej w 1748 r. encyklice „Inter Cetera” zalecał, by odprawiać przed Wielkim Postem czterdziestogodzinne nabożeństwo, które miało ochronić wiernych przed niebezpiecznymi rozrywkami oraz być formą pokuty za popełnione grzechy. Do dziś pozostało związane właśnie z okresem rozpoczęcia Wielkiego Postu i ma współcześnie charakter głównie pokutny oraz przebłagalny za grzechy popełnione przez chrześcijan w okresie karnawału. Co istotne, jest wynagrodzeniem za winy nie tylko samych uczestniczących w adoracji, ale wszystkich ich współwyznawców. Traktuje się to nabożeństwo również jako chroniące przed złem, pokusami i wszelkimi niebezpieczeństwami. Jednak, jak w przypadku każdej adoracji Najświętszego Sakramentu, ma przede wszystkim służyć pogłębieniu wiary i umocnieniu relacji z Bogiem.

Informacje Duszpasterskie – 5 Niedziela Zwykła

  1. Dzisiaj msze św. o godz. 7.30, 9.00 w kaplicy i o godz. 11.00.  Po każdej mszy św. adoracja Najświętszego Sakramentu.
  2. Spotkanie Rady `Duszpasterskiej dzisiaj po mszy św. o godz. 1100.
  3. Składka z dzisiejszej niedzieli na potrzeby naszej parafii. Za dar serca składam serdeczne Bóg zapłać.
  4. We wtorek przypada Światowy Dzień Chorego.
  5. Za tydzień składka na Wyższe Seminarium Duchowe w Tarnowie.
  6. Dziękuję za rozebranie dekoracji świątecznych w kościele rodzicom z klasy III SP w Niedzieliskach.
  7. Składka z ostatniej Niedzieli wyniosła 850 zł.
  8. W środę próba scholii.
  9. Dziękuję pewnej osobie za ofiarowane kwiaty do Kościoła – Bóg zapłać.
  10. W naszej parafii nabożeństwo czterdziestogodzinne będzie w tłusty czwartek.
  11. Podziękowanie za sprzątanie kościoła: Na sobotę na godzinę 800 proszone są rodziny z Błonia: Gałek Mariusz, Przydatek Mariola, Sobol Magdalena, Mundała Franciszek i Oleksy Andrzej.

Intencje Mszy Świętych 11.01.2024 –

16.02.2025

Poniedziałek: 

1630 + Stanisław Gałek

Wtorek: 

700 –  O zdrowie dla Janiny

Środa

1600 – Nowenna do Matki Bożej

1630 – + Franciszek Kocot i żona Janina i syn Tadeusz

Czwartek: 

700 – + Janina Pawlik od Marka Biernata

Piątek: 

1500 – + Robert Kopacz od Ewy Pawełek z rodziną poza parafią Robert Kopacz od Przemysława Gładki z żoną

Sobota: 

700 + Stefania Góra od Celiny i Antoni Traczyk z Radłowa

16. 02.2025 6 Niedziela Zwykła

730 Za parafian

900 + Maria Mika w r. śm. i męża Jana

1100 + Marian Czachor w 2 r. śm.

Intencje Mszy Świętych 03.01.2024 –

09.02.2025

Poniedziałek: 

700 + Stanisław Cierniak od siostry Marii Kula

Wtorek: 

700 – + Janina Pawlik od Agnieszki i Mariusza Pięta

Środa

16.00 – Nowenna do Matki Bożej

1630 –  O zdrowie i błogosławieństwo Boże dla dziecka i jego rodziców

Czwartek: 

700 – + Marek Gryz od szwagra Mariusza z rodziną

Poza parafią +Marek Gryz od Celiny Karnaś

1630 + Janina Janiec od Zofii Dziąćko z rodz.

Poza parafią + Janina Janiec od rodziny Grześków

Piątek: 

700 – + Janina Pawlik od Doroty i Mieczysława Czachor

1630 + Zofia Palej, Krzysztof i Kamila Sieradzy w 8 r. śm

Sobota: 

700 W intencji Zofii z okazji 95 urodzin od córek z rodzinami

09. 02.2025 5 Niedziela Zwykła

730 W intencji wszystkich rodzin naszej parafii prosząc o opiekę Bożą wstawiennictwo Matki Bożej i patrona naszej parafii

900 + Maria Kaczmarek  w 4 rocznicę śmierci i męża Bruno

1100 + Barbary Krzyściak w 1 r. śm. z intencji córki Joanny z rodziną

Informacje Duszpasterskie – Ofiarowanie Pańskie

  1. Dzisiaj msze św. o godz. 7.30, 9.00 w kaplicy i o godz. 11.00. Po mszy św. porannej zmiana tajemnic różańcowych.
  2. W tą niedzielę obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). W czasie mszy św. poświęcenie gromnic. Wysłuchamy również listu na temat życia konsekrowanego. Zbiórka do puszek na ten cel. Na mszy św. o godz. 11.00 – spotkanie z rodzicami i uczniami z klasy III.
  3. W tym tygodniu przypada 1 czwartek – uczniowie z klasy 6, 7 i 8 przychodzą na adorację na godzinę 16.00 i zostają na eucharystię. W 1 piątek oddajemy cześć Sercu Bożemu i modlimy się za misje i wspieramy misjonarzy finansowo. Spowiedź święta od godz. 15.45. Wyjazd do chorych w piątek po mszy św. Chorych proszę zgłaszać do zakrystii.
  4. W przyszłą niedzielę składka na cele inwestycyjne w naszej parafii. Zbieramy na kamień do kaplicy w Wisowatkach. Do dnia dzisiejszego uzbieraliśmy 10500 zł. Brakuje nam 10500 zł. Za dar serca składam podziękowanie.
  5. Składka z ostatniej niedzieli wyniosła 1500 zł. Wydatki tego tygodnia: ubezpieczenie budynków kościelnych 3025 zł, prąd kościół 1300 zł, wypłaty pracowników kościelnych 1800 zł, śmieci cmentarz 272 zł.
  6. Błogosławieństwo świec i gardła i owoców ku czci św. Błażeja w poniedziałek 3 lutego.
  7. Błogosławieństwo chleba, wody i soli ku czci św. Agaty w środę.
  8. Spotkanie Rady `Duszpasterskiej w niedzielę za tydzień po mszy św. o godz. 1100.
  9. Podziękowanie za sprzątanie kościoła: Maria i Kazimierz Policht, Andrzej Król i ofiarę 140 zł. Na sobotę na godzinę 800 proszone są rodziny z Niedzieliska strona prawa i Błonia: Kiczka Krystyna, Wrzępski Stanisław, Wąsik Beata, Jachta Monika, Kuczek Grażyna.
  10. Na poniedziałek proszę rodziców z klasy III SP do kościoła w celu rozebrania szopki. Dziękuję
  11. W środę próba scholi po mszy św.

Modlitwa Chrześcijańska

Nasze życie duchowe bez modlitwy nie istnieje. Życie duchowe, rozumiane jako wiara, nie istnieje jeśli nie karmi się modlitwą. Dla chrześcijanina ta afirmacja, która jest mocna, powinna być jak pierwsze przykazanie. Ale myślę, że wchodząc w temat modlitwy należy najpierw określić, co przez nią rozumiemy i co sprawia, że możemy jakąś modlitwę nazwać prawdziwie chrześcijańską. Jest to nasze pierwsze zadanie, zanim zaczniemy się zastanawiać, jakie specyficzne rysy posiada np. modlitwa charyzmatyczna, którą praktykujemy w naszych wspólnotach lub osobiście.

Zanim wejdziemy w owe kryteria modlitwy prawdziwie chrześcijańskiej, kilka słów o naturze samej modlitwy i na czym się zasadza. Być może będą to rzeczy znane i oczywiste, jednak aby przejść do właściwego tematu potrzebuję zarysować pewien horyzont, bez którego wszystko będzie zawieszone w próżni.

Jaka wiara, taka modlitwa

Modlitwę chrześcijańską można by określić tak naprawdę jednym słowem: spotkanie. Jest to spotkanie dwóch osób – człowieka i Boga, spotkanie „ja” i „Ty”. Modlitwa tak widziana jest ściśle związana z wiarą. Ale o jaką wiarę chodzi? Bynajmniej nie chodzi o wiarę, którą wyznajemy podczas każdej Mszy świętej w Credo (ta wiara i to wyznanie jest również ważne, określa naszą tożsamość i sytuuje nas we wspólnocie Kościoła). W modlitwie chodzi jednak o wiarę, która jest przyjęciem, akceptacją Boga, który cały nam się daje, jest zaufaniem Bogu. Taka wiara mówi: wierzę Tobie całkowicie, ufam Tobie Panie.

Tu mamy pierwsze kryterium rozeznawania modlitwy: nie ma modlitwy prawdziwie chrześcijańskiej bez wiary, która to wiara jest relacją z osobą, spotkaniem z Kimś. Można mieć wiele rzeczy jako cel modlitwy, np. własny rozwój duchowy, poszukiwanie lepszego życia, uzyskanie pokoju wewnętrznego, lecz bez wiary nie ma modlitwy chrześcijańskiej.

Można powiedzieć inaczej i prościej: jaka wiara, taka modlitwa. Ale powtarzam, wiara, która jest spotkaniem z Kimś a nie zbiorem jakichś prawd, w które trzeba wierzyć. Wiara, która przenika i przemienia całe życie człowieka. Taka wiara, trzeba to sobie jasno i wprost powiedzieć, jest trudem, tak samo jak trudem są nasze relacje z innymi. Czasem udaje nam się porozumieć, a czasem są trudności, nieporozumienia. W relacji z Bogiem będzie podobnie. Jeśli w naszej relacji z Bogiem nigdy nic nie zgrzyta, jest zawsze miło, przyjemnie i sympatycznie, to trzeba dobrze się przyjrzeć jakiego Boga (boga) mam przed sobą i czy aby na pewno to Bóg prawdziwy (tu wchodzi cała kwestia obrazu Boga jaki nosimy w sobie).

Modlitwa, czyli relacja

Jeśli mówimy, że taką mamy modlitwę, jaką mamy wiarę, to o modlitwie możemy również powiedzieć, że jest przyjęciem Boga, który się nam cały daje i w tym dawaniu siebie wzywa nas, zaprasza nas do intymnej relacji z sobą. Co oznacza taka relacja? To zdanie sobie sprawy, że nie są najważniejsze żadne techniki modlitwy, żadne metody, ale że najważniejsze jest być z Jezusem, tak jak zakochani są ze sobą i często komunikują się bez słów. To zdanie sobie sprawy, że tak często wystarczy tylko kochające spojrzenie – moje na Boga i Boga na mnie, tak jak zakochanym wystarczy patrzeć na siebie. Mamy więc do czynienia z pewną pasywnością czy biernością – nic nie musimy robić, by kochać, wystarczy patrzeć, wystarczy być. Ta pasywność oczywiście jest swego rodzaju i nie mogę powiedzieć, że nic nie będę w życiu robił, bo kocham – wszak miłość objawia się w czynach. Ale chodzi bardziej o to, byśmy zdali sobie sprawę, że tak naprawdę najbardziej działającym w naszej modlitwie jest Bóg a naszym głównym zadaniem jest przyjąć Jego działanie, Jego miłość – zanim my zaczniemy na miłość odpowiadać. Najpierw jest potrzebna intymna relacja z Jezusem i dopiero wtedy nauczymy się modlić (czyli nauczymy się być z Bogiem) – inaczej modlitwa staje się pustą techniką.

Idąc dalej, zapytajmy o samego Boga w modlitwie. Otóż Bóg objawił się nam w jeden, całkowity i podstawowy sposób – w osobie Jezusa Chrystusa. Dlatego nasza modlitwa musi być całkowicie skoncentrowana na Jezusie, na nim się zasadzać, w Nim mieć swój początek i swój cel. Jeśli dobrze wczytamy się w Ewangelię to odkryjemy, że słowo „nawrócić się” oznacza tak naprawdę nawrócić się na Jezusa, spotkać się z Nim i nawiązać z Nim osobistą relację. To nie jest więc jakiekolwiek nawrócenie. Poprzez takie nawrócenie człowiek wierzący czyni z Jezusa Kogoś, kto decyduje o całym jego życiu. Możemy więc powiedzieć, że nawrócić się na wiarę oznacza tak naprawdę nawrócić się na Osobę Jezusa i poddać Jemu całą swoją egzystencję. W tym właśnie ma swój fundament teologiczny np. oddanie swojego życia Jezusowi jako jedynemu Panu i Zbawicielowi.

Drogą jest Jezus

Kolejny ważny punkt to przyjęcie faktu, że drogą modlitwy dla chrześcijanina jest Jezus Chrystus. Modlimy się ponieważ Jezus się modlił, ale nie tylko to: modlimy się w taki sposób, w jaki modlił się Chrystus. A jak On się modlił? Chrystus modlił się całym swoim życiem, ponieważ był w stałym kontakcie ze swoim Ojcem. Wszystko więc co czynił Jezus było modlitwą. My tak nie potrafimy od razu i łatwo wpaść w pokusę, że skoro tak, to nie poświęcę specjalnego czasu na modlitwę, bo wszystko co robię jest modlitwą. Potrzebujemy poświęcić wiele czasu specjalnego na modlitwę zanim uda nam się wejść w taką przyjaźń z Bogiem, że wszystko, co będziemy czynić stanie się modlitwą. Jak może pamiętamy, św. Ignacy dopiero pod koniec swojego życia mógł powiedzieć, że znajdował Boga we wszystkich rzeczach kiedy tylko chciał.

Ostatnia rzecz, zanim wejdę w specyfikę modlitwy prawdziwie chrześcijańskiej to przyjęcie, że nasza modlitwa musi się odbywać w Duchu Świętym, Duchu Jezusa. Bezpośrednio lub niebezpośrednio, od Niego powinniśmy rozpoczynać naszą modlitwę, ponieważ Duch Święty jest tym, który prowadzi do Jezusa, który uczy nas modlitwy i mało tego, On sam staje się w nas modlitwą. Ale nie tylko to. Człowiek przez grzech oddala się od Boga w taki sposób, że trudno mu w życiu obierać kierunek na Boga, moglibyśmy powiedzieć, że spontanicznie nie idziemy ku Bogu. Jest to pewien trud i potrzebujemy nieustannego oczyszczania. To oczyszczanie dokonuje się w nas właśnie mocą Ducha Świętego. Ale nie dzieje się to automatycznie. Jest potrzebna walka duchowa z naszej strony, jest potrzebny wysiłek, jest potrzebne zaprawianie się w dobrym a unikanie zła za wszelką cenę i to wszystko dokonuje się przez łaskę Jezusa Chrystusa. To nie jest żaden perfekcjonizm czy próba samo-doskonalenia się ale możemy walczy właśnie dlatego, że wzywamy na pomoc Ducha Świętego, który w nas jest i działa. Dlatego nie ma modlitwy chrześcijańskiej bez działania Ducha Świętego, który prowadzi nas do Ojca poprzez Jezusa Chrystusa.

5 fundamentów

Chciałbym teraz przedstawić pięć rysów fundamentalnych, bez których nie można powiedzieć, że modlitwa jest prawdziwie chrześcijańska. Po pierwsze: modlitwa zawiera w sobie przyjaźń z Bogiem, przez którą stajemy się córkami i synami Boga i to wszystko jako zupełnie darmowy dar Boga. Dlatego właśnie możemy nazywa Boga: Abba! Duch Święty, który w nas się modli (nieważne czy podczas osobistej modlitwy w domu czy na spotkaniu modlitewnym) upewnia nas ciągle o tym, że jesteśmy dziećmi Ojca. Więc modlitwa będzie naprawdę chrześcijańska wtedy, gdy przyjmujemy całym sercem przyjaźń, którą nam ofiarowuje Ojciec. Modlitwa staje się konsekwencją łaski (modlitwa jako relacja intymna z Bogiem, spotkanie z Nim). Bóg darmowo zaprasza nas do przyjaźni ze sobą i modlitwa staje się naszą odpowiedzią na to Jego zaproszenie.Możemy więc powiedzieć, że w modlitwie prawdziwie chrześcijańskiej występują dwa słowa na początek: przyjaźń i darmowy prezent Boga.Kolejna rzecz to zaangażować się w Królestwo Boże czy, mówiąc inaczej, na rzecz Królestwa Bożego. Jak nas uczy sam Jezus, nie jest uczniem ten, który woła ciągle „Panie, Panie”, tylko ten jest uczniem, który wypełnia wolę Ojca (Mt 7, 21). Nasza modlitwa jest prawdziwie chrześcijańska nie wtedy, kiedy tylko wołamy do Boga, ale kiedy angażujemy się w to, by przyszło Jego Królestwo (jak prosimy w modlitwie Ojcze nasz). Więc nasza modlitwa nie ma sensu kiedy nie prowadzi nas do stylu życia Jezusa, który głosił nadejście Królestwa Bożego i to Królestwo wprowadzał swoimi czynami. Myślę, że wiele osób a nawet całych wspólnot charyzmatycznych jest mocno zaangażowanych we wszelką działalność, która sprawia, że Królestwo Boże pojawia się na ziemi (wypełnianie na pierwszym miejscu obowiązków swojego stanu, pomaganie bliźnim, szczególnie słabym i odrzucanym, ewangelizacja, itp.). Można powiedzieć, że celem modlitwy jest bycie z Bogiem, ale kryterium jej rozeznawania jest zaangażowanie, czynienie tego, co czynił Jezus.Następnym rysem modlitwy jest to, iż jest działaniem duchowym. To znaczy, że głównym działającym jest Duch Święty. Modlić się w duchu oznacza oddać się modlitwie, którą Duch Święty czyni w nas (J 4, 24). Tutaj po raz kolejny wracamy do określenia, że modlitwa jest darem. Ale na przyjęcie tego daru musimy się przygotować. I jak już wspomniałem wcześniej, modlitwa prawdziwie chrześcijańska nie ma nic wspólnego z żadnymi technikami czy sposobami (tzn. że nie można powiedzieć, że jakaś technika jest specyficznie chrześcijańska), ale potrzebujemy przygotować się na przyjęcie daru, mieć dyspozycję do tego (dlatego np. w medytacji ignacjańskiej szuka się odpowiedniego miejsca i czasu, odpowiedniej pozycji, ale tylko po to, by się lepiej przygotować, usposobić na łaskę, którą Bóg chce nam dać). Też w pokorze potrzebujemy uznać, że tej łaski od Boga, tej Jego przyjaźni tak naprawdę nie jesteśmy godni, że to Jego wspaniałomyślność daje nam tę możliwość bycia z Nim w przyjaźni.Po czwarte, prawdziwa modlitwa chrześcijańska jest praktykowaniem wiary, nadziei i miłości. Jeśli zabieramy się za modlitwę to czynimy to dlatego, że wiemy, iż Bóg nas kocha i że On nas ukochał pierwszy (a nie my Jego). Tą miłość nam objawił przez Jezusa Chrystusa, który nas zaprasza do wiary w Boga, którego możemy nazywać Ojcem. I ostatecznie modląc się otwieramy się na nadzieję, ufamy bardziej Bogu niż sobie samym, Bogu, od którego spodziewamy się wszystkiego, co nam jest potrzebne do życia prawdziwie chrześcijańskiego.Ostatnia rzecz, ale nie mniej ważna, to świadomość, że zawsze modlimy się w Kościele. Nigdy nie możemy powiedzieć, że nasza modlitwa jest całkowicie osobista i nikomu nic do tego – zawsze modlimy się będąc we wspólnocie Kościoła (tak jak nasze grzechy sprawiają, że cały Kościół cierpi, tak nasza modlitwa sprawia, że cały Kościół przybliża się do Boga). W tym rysie możemy dostrzec chociażby sens zakonów kontemplacyjnych, które, wydaje się, że „nic nie robią”, jednak te odważne kobiety i mężczyźni stają w centrum Kościoła by modlić się i w ten sposób przybliżać ku nam Królestwo Boże. Tutaj odnajdujemy także sens modlitwy liturgicznej czy modlitwy publicznej. Modlitwa zawsze więc musi odbywać się w autentycznym duchu Kościoła. A to oznacza, że taka modlitwa zawiera w sobie nie tylko mnie osobiście i moje prywatne sprawy, ale cały świat, bo Kościół zawsze modli się za wszystkich ludzi. Wzorem dla nas jest oczywiście Eucharystia, w której jako wspólnota składamy Bogu dzięki oraz w modlitwie powszechnej modlimy się w potrzebach całego świata.Wszystko, co sobie powiedzieliśmy ma podwójne znaczenie dla naszego życia w Duchu. Po pierwsze, te specyficzne rysy modlitwy chrześcijańskiej służą rozeznawaniu naszej modlitwy, zobaczeniu na ile nasza modlitwa jest prawdziwie chrześcijańska. Po drugie, to wszystko ma wartość pedagogiczną, tzn. według tych kryteriów mamy innych uczyć modlitwy prawdziwie chrześcijańskiej. Oczywiście tych kryteriów jest znacznie więcej, chciałem tylko zaznaczyć te pięć, które są według mnie absolutnie podstawowe. Ufam, że te punkty odniesienia pomogą rozeznać modlitwę, nie tylko naszą osobistą, ale może szczególnie tą wspólnotową.