Wrzesień miesiącem Pisma Świętego, ks. Wacław Chmielarski
Jest wiele określeń Pisma Świętego, znamy je na przykład z katechezy. Dzieciom (a nawet starszym ludziom) mówi się, by łatwiej pojęły, że jest to list Pana Boga do ludzi. To bardzo zgrabne określenie. Stosuje je często znany polski biblista biskup Antoni Długosz. Skoro list – to konsekwentnie biskup nazwał ziemskich autorów Biblii (bo właściwym autorem jest sam Bóg) listonoszami.
Szukamy jednak jeszcze ciekawszego określenia Biblii. Autorem takiego określenia był wybitny angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton (1874–1936). Napisał on, że Pismo Święte to najpiękniejsza księga świata. To wspaniałe określenie i tak bardzo prawdziwe. Mamy bowiem w pamięci różne piękne książki literatury polskiej i światowej. Zachwycamy się znakomitymi utworami Greków i Rzymian, dziełami Dalekiego Wschodu, krajów europejskich, ale drugiej takiej księgi jak Biblia, tak pięknej, nie ma na świecie.
Skoro Pismo Święte to najpiękniejsza księga świata, to należy ją ukochać. Ukochanie zaś to trzy nasze zadania:
a) posiadanie tej księgi i przechowywanie jej z szacunkiem, na specjalnym stoliku z obrusem, nie razem z innymi książkami, choćby to były dzieła Sienkiewicza czy Reymonta,
b) czytanie częste, indywidualne lub rodzinne po odpowiednim wyciszeniu i modlitwie do Ducha Świętego o głębsze zrozumienie tego, co Bóg mówi (o sposobach czytania Pisma Świętego należy pouczyć wiernych w czasie godzin biblijnych lub kręgów biblijnych, ewentualnie w stosownej porze całą wspólnotę),
c) życie Pismem Świętym, gdyż nie wystarczy tylko jego czytanie. Należy z każdego przeczytanego fragmentu wyciągnąć jakieś wskazanie. Pismo Święte ma być lustrem, w którym trzeba się przeglądać. Bez lustra byłoby dosyć trudno żyć, każdy z nas chce przecież widzieć, jak wygląda, lustro mu w tym pomaga. Podobnie pomaga nam Pismo Święte w życiu duchowym.
Realizacja tych trzech zadań to dopiero początek naszego ukochania Biblii. Po pewnym czasie zakochamy się w Bożej księdze, może tak jak wspaniali ludzie z przeszłości. Wspomnę tu niektóre osoby.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa żył św. Hieronim (ok. 345–419), wybitny tłumacz Biblii z języków oryginalnych na język łaciński. Przebywając wiele lat w Ziemi Świętej, nie tylko sam rozkochał się w Bożej księdze, ale innych do tego zachęcał. Oto fragment jego listu do ucznia Nepocjana: „Niech wschodzące słońce zastanie cię przy czytaniu Biblii, a wieczorem niech zmęczona głowa opadnie na święte stronice”.
W wiekach późniejszych aż do naszych czasów było wiele podobnych przykładów. Oto na początku XX wieku dziadek wybitnego pisarza katolickiego Romana Brandstaettera (M.D. Brandstaetter 1844–1928) tak mówił do swego wnuka, małego jeszcze chłopca: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców, więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej księgi”. Wzrusza nas ukochanie Pisma Świętego przez świętego kapłana, jakim był ks. Jan Zieja (1897–1991). Już jako chłopiec, wysłany z małej wioski Osse „do szkół” do Warszawy, nabył za trzy kopiejki w stolicy Ewangelię wg św. Jana. Potem dalsze tomiki z pieniędzy, jakie mu biedna matka dawała na utrzymanie. Tak zaczęła się miłość do Bożej księgi. Sycił się nią do późnych lat swego życia, głosił kazania w oparciu o słowo Boże, zostawił po sobie kilka książek o treści biblijnej. Choć nie był profesorem biblistą, to jednak przewyższał swym umiłowaniem Pisma Świętego wielu biblistów oraz kapłanów i biskupów. Całe jego życie – 94 lata – to życie Biblią – pokorne, ciche, bez godności kanonika i prałata. Drodzy słuchacze! Przeżyjmy ten miesiąc poświęcony Pismu Świętemu na większym Jego ukochaniu. Jeśli ktoś nie ma go w domu, to czas najwyższy, by zakupił jego egzemplarz. Wybór w księgarniach jest duży, od tanich do droższych, od tych z drobnym drukiem do dużych czcionek, od zwykłych egzemplarzy do bogato ilustrowanych. Czytajmy z pasją i żyjmy Bożą księgą
