Zapowiedzi przedślubne (zapowiedź pierwsza):
1.Madej Adrian Paweł zam. Niedzieliska z Szlachta Klaudia Katarzyna zam. Niedzieliska
2.Tomasz Leszek Piwowarski zam. Bucze z Kinga Katarzyna Rams zam. Niedzieliska
1.Madej Adrian Paweł zam. Niedzieliska z Szlachta Klaudia Katarzyna zam. Niedzieliska
2.Tomasz Leszek Piwowarski zam. Bucze z Kinga Katarzyna Rams zam. Niedzieliska
3. Cukierki, guma do żucia i telefony komórkowe
Wydawałoby się, że dla wszystkich wiernych jest oczywiste, ze w kościele nie można jeść. Jednak okazuje się w praktyce, że to takie oczywiste nie jest. Zdarza się, że ktoś, być może odruchowo, sięgnie do kieszeni po cukierka. Zdarzają się też osoby, szczególnie młode (ale jednak nie tylko), które żują gumę. Ciąg. Patrząc na ten problem możemy ująć go w perspektywie postu eucharystycznego: pamiętajmy – w jego trakcie można przyjmować tylko wodę i niezbędne lekarstwa. W perspektywie savoir vivre jest to znaczne, wskazujące na brak ogłady i kultury uchybienie. Jak ocenić kogoś, kto ssie cukierka podczas spotkania z dyrektorem, ministrem, premierem? Jak ocenić kogoś, kto spożywa go podczas oficjalnego spotkania i rozmowy z nami? W jakich sytuacjach można żuć gumę? Każdy podręcznik savoir vivre, który porusza ten problem stwierdza: wtedy, gdy nas nikt nie widzi. Żucie gumy w czyjeś obecności jest obraźliwe i świadczy o lekceważeniu i prostactwie. Spożywanie cukierków i żucie gumy w kościele jest powodem oburzenia i zgorszenia innych wiernych, świadczy o naszym nonszalanckim i aroganckim stosunku do Boga, kapłanów i wiernych. Czasami słychać w kościele podczas nabożeństwa sygnał komórki, niekiedy przez dłuższy czas, bo jej właściciel nie może jej odszukać. Gdy ją wyłączy nie może powiedzieć sobie: „Zrozumieją mnie. Nic się nie stało. Byłem roztrzepany”. Takie coś nie ma prawa zdarzyć się w kościele. Trudno wyobrazić sobie większe uchybienie, bardziej niestosowne zachowanie. Nie zabierajmy więc telefonów komórkowych do kościoła, a jeśli już, to trzeba bezwzględnie pamiętać o ich wyłączeniu.
4. Modlitwa i śpiew
Nie módlmy się zbyt głośno, ani zbyt głośno nie śpiewajmy. To innych rozprasza. Nie klepmy pacierzy zniekształcając słowa. To znak lekceważenia, czynnik, który może innych irytować i „wybijać z rytmu”. Powściągnijmy w perspektywie modlitwy i śpiewu wszelkie objawy indywidualizmu, nie wyprzedzajmy wiec innych i nie pozostawajmy w tyle, bo w ten sposób wprowadzimy w modlitwę czy śpiew dysharmonię, zakłócimy koncentracje i uwagę innych. Z tego samego powodu nie akcentujmy inaczej niż pozostali słów i dostosujmy się do ich rytmu czy sposobu śpiewania.
Jeśli mamy tendencje do fałszowania musimy to wiedzieć. W takich wypadkach śpiewajmy ciszej, pod nosem, nie psujmy ogólnego wrażenia, nie niszczmy estetyki, nie wprowadzajmy innych w stan rozdrażnienia.
5. Klękamy i kłaniamy się
Gdy wchodzimy do kościoła i wychodzimy z niego klękamy czy jak kto woli przyklękamy). Są takie momenty Mszy św., że wszyscy klękają. Niektórzy klękają też wtedy, gdy wszyscy siedzą lub stoją, klękają np. do modlitwy. W trakcie obecności w kościele składamy też pokłony przed Najświętszym Sakramentem, świętymi wizerunkami.
Są to znaki szczególne. Muszą być godne w najwyższym stopniu, stateczne, poważne, bez pośpiechu. Nie mogą być w żaden sposób niedbałe. Nie może to dawać efektu afektowanego, wręcz surrealistycznego ruchu tanecznego. Nie może być niemrawe i niewyraźne. Pamiętajmy, że siadanie na piętach to nie jest klęczenie tylko…siadanie na piętach. Gdy przyklękamy na jedno kolano przypomnijmy sobie, dlaczego robili to nasi przodkowie. Chłopi klękali zawsze na oba kolana. Szlachta klękała na jedno kolano, by odróżnić się od chłopów, by pokazać, że oni nie muszą się już tak, ze względu na swoją pozycję społeczną, korzyć przed Bogiem. Czyż nie jesteśmy wszyscy równi przed Bogiem? Czy ktoś z nas jest jakoś wobec Niego uprzywilejowany? Są wśród nas tacy, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą uklęknąć i stoją wtedy, gdy wszyscy klęczą. Ciąg dalszy nastąpi…
W dniach 13 i 14 marca 2024 roku odbyło się w Warszawie, pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, 397. Zebranie Plenarne KEP.
Biskupi modlą się o pokój w Ukrainie, Ziemi Świętej i innych miejscach w świecie. Polecają też Bogu wszystkie ważne sprawy Kościoła i Ojczyzny oraz udzielają pasterskiego błogosławieństwa
Ochotniczą Straż Pożarną z Niedzielisk o podjęcie się warty przy Grobie Pana Jezusa za co z góry dziękuję.
Człowiek ma nieszczęsny zwyczaj lekceważenia Boga i siebie samego, dlatego Stwórca przypomina dzisiaj: „«Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli» (Wj 20,2). Mówię to do ciebie! Nie jestem jakimś teoretycznym czy abstrakcyjnym Bogiem. Jestem twoim Bogiem! I cały problem w tym, czy ty się do Mnie tak zwracasz. Czy mówisz: «Mój Boże»? Czy mówisz: «To jest mój Bóg, który mnie wyprowadził z niewoli i wciąż mi dobrze czyni, dlatego mam do Niego zaufanie»?”.
Każdy Żyd dobrze wiedział, co znaczą słowa: „To jest Bóg, który nas wyprowadził z niewoli egipskiej”. Również każdy z nas może zaświadczyć: „To jest mój Bóg, który miał ogromną cierpliwość, tylekroć na mnie czekał, podniósł mnie z tylu upadków i nadal się nade mną pochyla; nawet wtedy, kiedy Go zupełnie lekceważę i o Nim zapominam”. Kto o tym pamięta, mówi: „Ty jesteś moim Bogiem, więc nie chcę o Tobie zapomnieć ani od Ciebie odchodzić. A jeśli nawet kiedyś tak się zdarzy, to ratuj mnie, Boże!”.
Ale czy tak jest naprawdę? Czy nie pokładam mojej nadziei i szczęścia w czymkolwiek poza Bogiem? To jest pierwsza, bardzo zasadnicza kwestia dzisiejszej liturgii. Bóg pyta: „Czy rzeczywiście jestem twoim Bogiem? Czy nie masz żadnego innego boga oprócz Mnie?”.
Drugą rzeczywistością, którą człowiek zwykł lekceważyć, jest on sam. I wcale nas nie powinno dziwić, że idzie to zawsze w parze, bo jeśli lekceważę Boga, jeżeli On nie jest już „moim Bogiem”, to równocześnie lekceważę siebie. Jakże my lekceważymy siebie samych! Mówimy: „mój dom” i patrzymy nań jak na wielką wartość. Mówimy: „mój samochód, telewizor, komputer” i jesteśmy z tego dumni. Chwalimy się tym, pokazujemy innym. Potrafimy się jeszcze ewentualnie zainteresować swoim ciałem – co na nie włożyć lub jak je upiększyć – ale jakże rzadko interesujemy się swoim wnętrzem! Tymczasem jest to sprawa kluczowa. Dlatego przychodzę do świątyni, aby w spotkaniu ze świętym Bogiem w tym miejscu uświęcić siebie. Słucham słowa, które oczyszcza i uświęca, a także przyjmuję Ciało Chrystusa, które daje moc uświęcania.
Czy jednak rzeczywiście traktuję siebie poważnie? Czy patrzę na siebie jak na świątynię? Czy jestem dla siebie ważniejszy niż wszystkie rzeczy, które są moją własnością? Ile czasu, zaangażowania i gorliwości poświęcam sobie jako świątyni?
Bóg może nam o tym przypominać, bo – jak słyszeliśmy w Ewangelii – zna się na ludziach. On nie potrzebuje niczyjego świadectwa, bo wie, co się kryje w człowieku, który choć wyszedł z Jego ręki, potem się od Niego odwrócił i – skażony przez grzech pierworodny – wpada we własne sidła i w szpony Szatana. Dlatego Bóg wzywa: „Wróć na dobrą drogę. Święć dzień święty. Nie próbuj szukać sobie innych bogów. Bądź odpowiedzialny w modlitwie. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie zabijaj. Czcij ojca i matkę. A jeśli postępujesz inaczej, to pamiętaj, że będąc twoim Bogiem, upominam cię i wskazuję ci drogę powrotu do siebie. Potraktuj sam siebie poważnie!”.
Uczmy się wołać: „Tak, mój Boże, Twoje prawo jest naprawdę doskonałe, a to, co mówisz, pokrzepia moją duszę. Dlatego będę Cię słuchał i szanował, a także siebie traktował z powagą należną godności Twojego dziecka, abyś Ty we mnie panował”.
Módlmy się, abyśmy nie ignorowali Boga ani nie lekceważyli siebie samych.
Pierwsza rzecz musimy pamiętać o innych. Nie przeszkadzamy im w żaden sposób, nie rozpraszajmy ich. Nie możemy innych, oczywiście, gorszyć.
Głośne zachowania
Po pierwsze, nie rozmawiajmy w kościele nie tylko podczas trwania Mszy św., ale również przed jej rozpoczęciem i bezpośrednio po jej zakończeniu. Dom Boży nie jestem miejscem na pogaduszki. Tutaj rozmawiamy przede wszystkim z Bogiem. To tutaj Bóg do nas mówi i tutaj nas wysłuchuje. Nie przerywajmy Mu. Nie kierujmy naszych wypowiedzi, gdy On czeka na to, co powiemy, do innych osób.
Ponadto przed rozpoczęciem Mszy św. nasza rozmowa może w poważny sposób zakłócić czyjaś modlitwę, utrudnić skupienie i przygotowanie innych do Mszy św. Musimy sobie uświadomić jak inni nas odbierają, gdy zachowujemy się w kościele w tej właśnie perspektywie w sposób niestosowny: „Niektórzy obdarzeni znikomym zasobem manier powszednich – pisze Jean de La Maison jr. w swojej książce „Odrobina dobrych manier (nawet w kościele) nie zaszkodzi” – nie czynią rozróżnienia między kościołem a jakimkolwiek innym miejscem publicznym. Dlatego w czasie nabożeństwa nie tylko wymieniają się informacjami o wydarzeniach tygodnia (w końcu widzimy się tylko w niedzielę) i leniwie zasiadają od początku dom końca, zupełnie jakby czekali na pociąg albo siedzieli na stadionie”.
Nie módlmy się również zbyt głośno, ani zbyt głośno nie śpiewajmy. To innych rozprasza. Kościół przypomina trochę salę koncertową. Gdy wielki artysta wykonuje właśnie jeden z utworów Chopina słuchacze powstrzymują się od wydawania wszelkich dźwięków. Zasada absolutnej ciszy w równym stopniu obowiązuje w świątyni.
Jeśli mamy niespodziewany, gwałtowny i długotrwały napad kaszlu opuśćmy kościół. Jeżeli przychodzimy do niego bardzo zaziębieni, a więc możemy się spodziewać, że będziemy kasłać i kichać zatrzymajmy się przy drzwiach kościoła, by hałasować jak najmniej i nie skupiać na sobie uwagi innych oraz, by przy kaszlu trwającym dłużej móc opuścić świątynię jak najszybciej. Nie chrząkajmy głośno, szczególnie, gdy akurat w kościele zapadła cisza. Powstrzymajmy się od głośnego (i widocznego dla innych) ziewania. Nie stawiajmy parasola czy laski w taki sposób, by te przedmioty wciąż przewracały się z hukiem.
Nie przechodźmy przez kościół szczególnie w momentach ciszy w taki sposób, by echo roznosiło po całej świątyni stukot naszych obcasów.
Nie przesuwajmy z hałasem ławek czy krzeseł. Pamiętajmy cały czas o tym, że jesteśmy w domu Bożym, w którym wszyscy skupiają się na uczestniczeniu we Mszy św. i modlitwie i nasze głośne zachowania mogą to skupienie zburzyć.
2. Życie towarzyskie i uczuciowe
Kościół nie jest miejscem, w którym prowadzimy życie towarzyskie. Na ten temat pisze ks. A. Witkowiak stwierdzając między innymi: „Ponieważ ośrodkiem zainteresowania w kościele jest Bóg, dlatego też w kościele ustają takie obowiązki towarzyskie, jak np. ukłony, witanie się. Kłanianie się znajomym lub uśmiechanie się do nich w kościele jest gorszące”. Jeszcze bardziej gorszące są wszelkie przejawy męsko-damskich czułości. Pary nie powinny zatem w żadnym przypadku tulić się do siebie, dotykać, trzymać się za ręce i w jakikolwiek inny sposób okazywać swoje do siebie przywiązanie. Na to jest miejsce poza świątynią. Nie rozglądajmy się i nie wpatrujmy w innych szukając znajomych czy patrząc jak inni ubrali się na tę okazję. Nasze takie zachowanie może przyciągnąć wzrok innych, rozproszyć ich albo nawet zgorszyć.
3. Cukierki, guma do żucia i telefony komórkowe
Wydawałoby się, że dla wszystkich wiernych jest oczywiste, ze w kościele nie można jeść. Jednak okazuje się w praktyce, że to takie oczywiste nie jest. Zdarza się, że ktoś, być może odruchowo, sięgnie do kieszeni po cukierka. Zdarzają się też osoby, szczególnie młode (ale jednak nie tylko), które żują gumę. Ciąg dalszy nastąpi